ConStar 2008

Tags: , , , , , , ,

Nie bywam za często na konwentach, więc brak relacji z ConStaru, który odwiedziłem w tym roku, byłby straszną zniewagą i poważnym zaniedbaniem. By tego uniknąć, piszę ten tekst =]

Czas i miejsce akcji

Kraków, Szkoła Podstawowa nr 131, ul. Lubomirskiego 21. Od 13:45 1.05.2008 do 15:30 4.05.2008.

Informator

Jak wiadomo, podstawą konwentu jest dobrze zrobiony informator. Ten, który dostaliśmy na ConStarze 2008 nie był najgorszy, chociaż do ideału też mu trochę brakowało. Przede wszystkim opisy prelekcji były źle poukładane - należało to podzielić na bloki, a nie układać godzinowo. Ułatwiło by to, moim zdaniem, odnalezienie opisu konkretnego wydarzenia. Oprócz tego standardowa zmora każdego twórcy informatorów - literówki.
Format - przyzwoity. Trochę mniejszy niż A5, ale miałem plecak, więc nie robiło mi to większej różnicy. Szkoda, że nie było, jak na Polconie 2006, takiej mniejszej siateczki, do której można by było wrzucić to wszystko.
Jeżeli ktoś chce informator obejrzeć samemu - znalazłem w necie PDFa. Może nie jest to najwyższa jakość, ale przejrzeć się da - polecam opowiadanie Ćwieka, choćby dla niego warto to ściągnąć.

Zdjęcia

W pewnych momentach na ConStarze 2008 miałem swój aparat, więc zrobiłem kilka zdjęć. Wszystkie można obejrzeć w mojej galerii na Picasie - zapraszam do oglądania, bo zdjęć nie ma za dużo. Pokusiłem się nawet o pseudośmieszny komentarz =]

Relacja

Czwartek

Już przed 16 dotarłem na teren konwentu… Przy wejściu opłaciłem pełną akredytację (i, pragnę zauważyć, z 50 zł wydano mi tylko 10 - czyli, krótko mówiąc, zostałem oszukany na 10 groszy!) i dostałem piękny identyfikator - więc aż tak bardzo fakt, że akredytacja była bodajże o 10 zł droższa niż Polcon w Lublinie w 2006 roku, nie przeszkadzał mi aż tak bardzo. Ponieważ okazało się, że Lajni-kun dotrze na kon dopiero godzinę później, zdecydowałem się na odwiedzenie prelekcji Broń metafizyczna Tomka ‘Aquiliona’ Pruska. Spodziewałem się czegoś innego, natomiast dostałem wykład o różnych nożach, sztyletach tudzież innych mieczach czy tego typu narzędziach i informacje o sposobie ich użytkowania, trochę ich historii, jak i znaczenia poszczególnych ich części. Początkowo było straszliwie nudno - Tomek mówił to wszystko fatalnym głosem, który nie wzbudzał zainteresowania (może brak w nim było pasji). Na przewno przeszkadzało mu to, że do sali co chwila ktoś wchodził - a drzwi strasznie skrzypiały. Do tego część osób wyszła po paru chwilach - widać nie tego oczekiwali. Ja i tak nie miałem co robić, nie zwykłem zresztą tak po prostu wychodzić - więc zostałem. Później było lepiej - Tomek trochę się rozkręcił, już nie czytał tyle z ekranu laptopa, do tego rysował na tablicy broń, którą omawiał (i robił to, jak na mój gust, całkiem nieźle). Na koniec nawet żart się pojawił, więc ostatecznie należy ocenić prelekcję na plus, choć można na pewno jeszcze trochę nad tym popracować. Po prelekcji znowu próbowałem się dodzwonić do Lajni-kun, co wbrew pozorom nie było łatwą sprawą :P Koniec końców koło 17:30 udało się wreszcie spotkać na terenie kona. Siedliśmy na korytarzu i zamieniliśmy parę słów, gdy nagle znikąd pojawiła się tajemnicza postać w długim czarnym płaszczu - i ja naprawdę nie żartuję. Nasz tajemniczy kolega z GOPu - bo nie chciał się przedstawić, a na plakietce ja odczytałem “Dzik”, Lajn - “Nic” :D (okazuje się, że faktycznie było “Nic” - jestem ślepy, it’s official) - studiuje chyba informatykę, albo dziennikarstwo. Ponoć rok spędził też na psychologii. Zabawna mieszanka. Usłyszałem, że wszystkie strategie są banalne - najpierw rozwój defensywny, potem ofensywny; że on nie rozumie, czemu się od niego ludzie na uczelni odsuwają jak w zimie przychodzi w habicie i takich jakiś sandałach rzymskich na k i masę innych rzeczy. Nie wiem, co on wcześniej brał, ale to naprawdę było mocne. Potem już jakoś tak z nami został. Nie ma to jak poznawanie nowych ludzi na konach :D Czekaliśmy chwilę na niego i zrobiło się 15 po 18nastej. Mimo, że Totemizm poprzez wieki i kultury zaczął się o równej, zdecydowaliśmy się wpaść na tę prelekcję. W sumie nic nie straciliśmy - kobieta była jakaś nawiedzona, naprawdę wierzyła, że istnieją totemy zwierzęce, do których można się zwrócić o pomoc i one nam pomogą. Jeszcze argumentowała, że ci z Greenpeace muszą mieć swoje totemy, bo przecież jeżdżą gdzieś tam daleko, by uratować parę zwierząt - a normalny człowiek by tego nie zrobił. Całość bardziej przypominała mi jakąś sektę niż porządną prelekcję na konie. Mam nadzieję, że to tylko taka jedna wpadka orgów - bo głupio byłoby, gdyby ConStar dostał łatkę imprezy, gdzie odbywają się werbunki do sekt albo co. Anyway, nikomu nie polecam prelekcji panny o nicku Sayrel. Po tym zdecydowaliśmy z Lajn, że przejdziemy się po mieście - bo w planie nie było niczego aż tak ciekawego (chociaż warsztaty Repka mogły być interesujące). Mieliśmy dwie godziny, zrobiliśmy więc krótki spacerek po Rynku, pokazałem jej, gdzie jest Śródziemie, a w drodze powrotnej Lajni-kun pożyczyła moją kurtkę, bo zaczęło kropić, a ona miała zamiar spać w swojej bluzie i nie chciała jej przemoczyć.
Wróciliśmy, a ponieważ był to środek prelekcji, to po prostu pogadaliśmy chwilę na korytarzu. Tuż przed 21 wpadliśmy do sali 24 [blok III], by poczekać na warsztaty kryptograficzne. Akurat zdążyliśmy zobaczyć końcówkę warsztatów ABC superbohatera duetu Reputakowskich (zacząłem żałować, że nie zostaliśmy na to) i byliśmy świadkami ubierania przez Repka koszulki Bayernu (Bayern sux). Repek został pożegnany brawami, a jego miejsce zajął Fenran, który prowadził warsztaty kryptograficzne. Cóż można powiedzieć o warsztatach? Dla mnie były genialne. Na początek trochę o steganografii (ha, historia z tatuażem na głowie i włosami =]), o tym, że jeżeli zmiesza się w proporcjach 1 do 2 ałun i kwas octowy (a może ocet? Zapomniałem :( ) i napisze się czymś takim tekst na powierzchni jajka, to tekst ten będzie widoczny na białku po ugotowaniu. Potem zaczęła się sama kryptografia, połączona z kryptoanalizą (choć tej było, niestety, niewiele). Był szyfr Cezara, a jakże, Vigener, Enigma, RSA… Najwięcej z tego chyba o Enigmie i jej odmianach. Potem przykłady prostszych sposobów szyfrowania - np. zapisywanie kolejnych liter w kilku rzędach. Jedyną rzeczą, która się na tych warsztatach nie udała była próba stworzenia jakiejś przygody z wykorzystaniem szyfrów… A szkoda, bo mogło być ciekawie. Mimo wszystko uważam te warsztaty za najbardziej udany punkt w programie ConStaru 2008.

Piątek

Początkowo w piątek miała się odbyć pociągająca prelekcja Erotyka w fantastyce, ale została ona przełożona na sobotę… W związku z tym mogliśmy z Lajni wziąć udział w grze terenowej… Moim błędem było to, że czytałem informator, ale średnio uważnie i nie potrafiłem skojarzyć faktów. Ratuje mnie jedynie to, że nikt tego nie zrobił. Dostaliśmy więc opis trasy krakowskiego superbohatera - wszystko zaczęło się od tego, że każdy z nas wszedł w Magdę… Koniec końców przebiegliśmy pół Krakowa, a pod Jubilatem znaleźliśmy nawet koperty z obrazkami i podpisami do nich. Ucieszeni zabraliśmy się do ich układania - dopiero później dowiedzieliśmy się, że organizator żadnych kopert nie przewidział i nie wiadomo skąd się tam wzięły =] Pocieszające, że inna grupa zaczepiła na rynku gościa w koszulce Supermana - szkoda, że go nie złapali. A NPC spacerował sobie po terenie konwentu… Do tego dowiedziałem się, że mylę się łącząc szewczyka Dratewkę z legendą o smoku wawelskim - owszem, szewc to był, ale Skuba się zwał. Ciężko uwierzyć, ale to prawda. Na pocieszenie każdy z nas dostał po 20 mutagenów, które można było w sklepiku wymienić na nagrody (czego, niestety, nie zrobiłem), pstryknęliśmy sobie również fotkę zbiorową - niestety, zostało ISO 400 ustawione przez Szanka parę dni wcześniej, stąd jakość… Pozostawia wiele do życzenia. Zmęczony (bo zaczęliśmy około 11, a skończyliśmy koło 15:30) i dość śpiący pojechałem do domu, by położyć się na chwilę spać… Miałem zamiar wrócić na prelekcję Jakuba Ćwieka o Lokim, a potem posłuchać o ezoterycznych romantykach - niestety, byłem zbyt wykończony nawet po paru godzinach snu i zdecydowałem zakończyć na ten dzień przygodę z ConStarem.

Sobota

Zmotywowany tym, że chodzę na niewiele prelekcji, wybrałem się na godzinę 10 na Taktyka i strategia w grach, która była prowadzona tylko przez Gerarda Heime, niezależnie od tego, że w informatorze figurowała również Morphea. Zwrócono uwagę na parę ciekawych rzeczy - typu: ‘kobieta będzie się mścić’, ‘przegrany gracz może pociągnąć za sobą innego’ i parę innych jeszcze. Wspomniałem o tych dwóch, bo, jak się okazało, miałem je wykorzystać w najbliższym czasie. Mimo wczesnej pory całość wyszła naprawdę bardzo fajnie. Po tej prelekcji pozostałem w sali, bo miało być Ordinary Heroes - jak zostać KIMŚ bez supermocy. Przy okazji dołączyła Lajn, której wreszcie udało się pozbierać :P Co do samej prelekcji - spodziewałem się czegoś ciekawszego niż dyskusja - bo taką formę prowadzący zdecydował się przyjąć. Koniec końców nic ciekawego nie wyszło moim zdaniem. Później chciałem iść posłuchać o dziewczynach na sesji, ale Lajni-kun chciała zostać na Legendy miejskie po polsku i nie tylko, więc zostaliśmy. I tu kolejne niemiłe rozczarowanie ConStarem - prelegentka była na kacu. Szank powiedział niedawno, że ponieważ nie piję, nie zrozumiem ludzi pijących - i ja się z tym w pełni zgadzam. Uważam jednak, że skoro prelegent podejmuje się prowadzenia prelekcji, powinien podejść do tego profesjonalnie. Wiem, że robi to za darmo - ale często ma w związku z tym darmowy wstęp na cały konwent. Myślę więc, że sytuacja taka jak ta nie powinna była mieć miejsca. Do tego kolejna z rzędu dyskusja (jakież to wygodne - przyjść z paroma informacjami, a potem czekać, aż uczestnicy zaczną sami o wszystkim gadać, a my sobie spokojnie siedzimy). Na plus można zaliczyć jedynie to, że parę osób opowiedziało naprawdę ciekawe historie. Nawet cicha dotychczas super-studentka psychologii (o czym dowiedzieliśmy się godzinę wcześniej) Lajni opowiedziała jedną =] Po tej prelekcji w programie nie było nic ciekawego, a Erotyka miała być dopiero o 15 - poszliśmy więc do Games Roomu. Doradzono nam, że we dwójkę możemy sobie zagrać w Neuroshimę: Hex, zostawiłem więc swój dowód, zabraliśmy pudełko i usiedliśmy przy stoliku. Dowodem całego wydarzenia może być to zdjęcie - na górze widać bezgłową ‘dziewczynę w niebieskim sweterku’ ubraną na zielono Lajni-kun, a na lewo i trochę wyżej - czarnego, równie bezgłowego co Lajni, mnie =] Na początku przez długą chwilę kombinowaliśmy o co w tym chodzi, a następnie zdecydowaliśmy się spróbować… I wtedy dołączył się do nas nowy gracz (wybacz mi, ale nie pomnę Twej godności). Wyjaśnił nam, że grał w to raz, rok temu, ale coś tam o zasadach wie. Poczuliśmy się więc trochę pewniej i przystąpiliśmy do gry. Mnie w udziale przypadli niebiescy - z bonusem do inicjatywy. Niestety, popełniłem na początku trochę błędów, poza tym musiałem się z tym jeszcze oswoić… Nasz nowy kolega wykorzystał to - a ponieważ sprawił, że nie miałem szans na zwycięstwo, wykorzystałem drugą z opisywanych na Strategii zasad. Dla Lajni-kun, grającej żółtym Posterunkiem, oznaczało to pierwszą grę w Neuroshimę i pierwsze zwycięstwo, dla mnie - pierwszą porażkę. Następnie przeciwnicy się zmienili - grałem zatem sam przeciwko innemu, równie nowemu w świecie Hexa co ja. Mimo tego, że źle ustawiłem bazę, zremisowałem swoją drugą grę przeciwko czerwonemu Molochowi. Przyszła pora na trzecią rozgrywkę. Tym razem graliśmy w czwórkę - ja, mój ostatni przeciwnik, Lajni oraz Phantomas, który zechciał się do nas przyłączyć. Tutaj wykorzystałem pierwszą zasadę ze Strategii i zasugerowałem Lajni kto zadał jej najwięcej obrażeń… Tak więc w momencie, gdy kończyliśmy grę miałem bodajże 15 punktów, Lajni - 12, Phantomas 7, a ostatni z naszych graczy - 6. Zatem udało mi się zaliczyć i zwycięstwo w tej dość prostej, ale sprawiającej wiele frajdy planszówce - polecam każdemu, kto lubi pomyśleć nad ruchem (co denerwowało moich współgraczy :P ). Grając w Neuro przegapiliśmy Erotykę, ale chyba nikt tego nie żałował - a przynajmniej nie ja. Ponieważ w planie nie było już nic ciekawego, zdecydowałem, że na dziś wystarczy i wróciłem do domu.

Niedziela

I znowu zdecydowałem się zacząć zabawę od 10. Wybrałem Zbrodnia i magia, czyli rzecz o truciznach, bo wydawało się to najciekawszą z proponowanych o 10 prelekcji (aczkolwiek kusiła magia teleportacyjna). Niestety, okazało się, że organizatorzy znowu dali ciała. Skandalicznym jest fakt, że nikogo z nich nie było w tym momencie na terenie konwentu (co zapewne było sprzeczne ze wszelkimi regulaminami i umowami, jakie spisywali), a do tego był problem z kluczem do sali. Koniec końców całość zaczęła się dopiero o 10:25, a do tego w owej ‘multimedialnej’ sali nie było lapka z rzutnikiem - ponoć został schowany! Bardzo było mi z tego powodu żal Mata, który prowadził tę prelekcję, bo przedstawił ciekawie materiał, a niestety część miał w formie elektronicznej (np. ryciny) i nie można tego było pokazać. Mimo wszystko usłyszeliśmy, że fragmenty z Makbeta Szekspira o przygotowaniu wywaru czarownic mogły faktycznie być niezłą trucizną. Mat omówił i inne trucizny (a przynajmniej niektóre z nich), opowiedział o tym, że ‘czarownice’ z tamtych lat smarowały się w różnych miejscach takimi ‘maściami’ (np. pod pachami, gdzie znajdują się węzły chłonne), przez co przeżywały różne wizje - co skutkowało zapewne opowieściami o sabatach, a było efektem narkotyzowania się tych kobiet. Dowiedziałem się również, że najskuteczniejszą trucizną pozostaje jad kiełbasiany, który tak naprawdę każdy może sobie samemu wychodować (i co jest dość zatrważające). Niestety, Matowi nie udało się omówić całego przygotowanego materiału - lecz nie stało się tak z jego, a organizatorów winy. Wstyd, że ludzie, którzy ustanawiają akcję ‘100% bez alkoholu’ i przygotowują zabawę potem dość nieodpowiedzialnie piją i w konsekwencji nie zjawiają się od samego rana na terenie konwentu. Następnie przyszła pora, by Lajni-kun udała się ponownie do brzydkiego miasta zwanego Warszawą, więc godzina minęła bez prelekcji, za to z wycieczką na dworzec. Przy okazji kupiliśmy sobie z Lajni po koszulce - tyle, że ona wyrzuciła sobie 12 złotych zniżki (2×6 na k6), a mnie jedynie 8 (3 i 5). Najwidoczniej mnie nie lubi :P Wróciwszy udałem się na prezentację filmu offowego Superbohater - zapraszam do obejrzenia, bo jest dostępny również w Internecie. Ogólnie produkcja momentami kiczowa, niemniej jednak zabawna. Chłopaki zaprezentowali także parę innych filmów, ale do tych już niestety linków nie mam :( Po filmie byłem już dość głodny, więc stwierdziłem, że mogę już uznać ten ConStar za zakończony i udałem się do domu.

Podsumowanie

ConStar 2008 był dość udaną imprezą. Organizatorzy nie ustrzegli się od poważnych (moim zdaniem) wpadek, niemniej jednak niektóre z prelekcji były kapitalne - przez co konwent pozostanie w mej pamięci jako ciekawe i miłe wydarzenie. Przykro więc słyszeć, że jest to ostatni z ConStarów - Kraków znów staje się miejscem, gdzie nic ciekawego (RPGowo) nie będzie się działo. Niemniej jednak na lipiec zapowiadany jest Telep - zobaczymy, może to również będzie, jak ConStar, ciekawa impreza.
Żałuję bardzo, że akcja ‘100% bez alkoholu’ okazała się tylko pustym hasłem. Zapis w regulaminie, iż kontrolowane będą plecaki wchodzących z miasta ludzi był tylko zapisem, nigdy nie wyegzekwowanym w praktyce (a przynajmniej nie na mnie - a minimum 7 razy wchodziłem na teren konwentu, za każdym razem mając ze sobą swój plecak). Alkohol dalej pozostaje wymogiem, by Polacy dobrze się bawili - a przecież konwent miał pokazywać że da się bez. Skoro jednak sami organizatorzy i prelegenci nie stronią od trunków, czego można oczekiwać od uczestników? Pozostaje więc ze smutkiem odnotować, że po raz kolejny mentalność Polaków nie uległa zmianie… Albo uznać, że ja po prostu nie pasuję do świata pełnego piwa, papierosów i narkotyków - bo to jest równie dobrym wytłumaczeniem. No cóż - może kiedyś te wszystkie dzieci dorosną… Może kiedyś. A na razie dziękuję wszystkim za dotrwanie do końca tej relacji i przepraszam za tak duże opóźnienie w jej napisaniu! Ave!

Wyślij Komentarz